www.Rejtan.EU

Od blisko dwóch tygodni siedzę na samoizolacji, więc mam trochę czasu, aby sobie popisać... i poobserwować to, co się dzieje w Polsce, Europie i na świecie. Zbieram informacje i coraz bardziej mnie krew zalewa, gdy słyszę doniesienia z różnych stron odnośnie pomysłów czy sposobów na realizację programu szczęścia i słodyczy. Czekam również na ustawę, która zdelegalizuje ubóstwo, złe samopoczucie i malkontenctwo.

Program Partii Programem Narodu

Ostatnio dużo się mówi o tzw. "solidarności wśród Państw Unii". Z drugiej strony widzę - częściej niż bym się spodziewał - rozwiązania jakie wprowadzają niektóre kraje członkowskie w stosunku do przewoźników spoza ich terenu, głównie z Europy Wschodniej; w tym również z Polski. Dla tych, którzy nie znają specyfiki pracy Kierowcy - trzy słowa wyjaśnienia.

Każdy Kierowca, który wykonuje zarobkowy przewóz drogowy zobowiązany jest przestrzegać przepisów o czasie pracy Kierowców. W kilku zdaniach wygląda to mniej więcej tak: Kierowca pracuje w cyklach maksymalnie 24 godzinnych, czyli zaczynając pracę dziś o 6 musi swój cykl dzisiejszy skończyć do 6.00 dnia następnego. W skład cyklu wchodzi czas pracy oraz odpoczynek. Czas pracy kierowcy nie może przekraczać 13 godzin, po których następuje 11 godzin przerwy. Maksymalnie trzy razy w tygodniu Kierowca może skrócić czas odpoczynku, ale do maksymalnie 9 godzin, oraz trzy razy w tygodniu wydłużyć czas pracy do maksymalnie 15 godzin. Po maksymalnie sześciu cyklach Kierowca powinien odebrać przerwę "tygodniową", która wynosi minimum 45 godzin. Kierowca może skrócić "pauzę weekendową" do minimum 24 godzin nieprzerwanego odpoczynku (przy czym, w ciągu tych 24/45 godzin nie może on wykonywać żadnej pracy), ale godziny o które skróci ową pauzę musi "oddać" sobie w przeciągu 3 tygodni.

Tyle w kwestii ogólnych zasad czasu pracy Kierowców które obowiązują wszystkich Kierowców zawodowych pracujących w Europie, zarówno kierowców samochodów ciężarowych (powyżej 3.5t) jak i popularnych w ostatnim czasie "busów". W przypadku pierwszej grupy, oni swoją aktywność rejestrują na chipowej karcie do tachografu cyfrowego (urządzenia zainstalowane w aucie, rejestrujące czas pracy Kierowcy), ci drudzy nie mają takiego obowiązku (ponieważ ich auta nie są wyposażone w urządzenia do rejestracji czasu pracy). Ale nie przeszkadza to urzędnikom różnych krajów do interpretowania przepisów po swojemu.

I tak, na początku wprowadzono w poszczególnych krajach Unii Europejskiej zapisy o "płacy minimalnej", czyli wykonując przewóz towarów na terenie Niemiec Kierowca musi mieć za tą pracę zapłacone tak, jak pracownik firmy niemieckiej. Bodajże pierwszymi, którzy to byli Niemcy, ale później w ślad tychże poszły inne kraje "starej Unii". Efekt tego jest taki, że Kierowcy i Nietoperze w Polsce podpisują fikcyjne dokumenty, jakoby pensja minimalna była im płacona, a sami jeżdżą za "podstawę plus dietę". W wielu wypadkach wypłacona w ten sposób kwota pokrywa owe wymagania zachodnich przepisów o płacy minimalnej, ale przykładowo nie obejmuje już kwoty za tzw. "nocny ryczałt", czyli za to, że Kierowca/Nietoperz śpi poza miejscem zamieszkania / bazą firmy.

Od jakiegoś czasu w Niemczech kierowcy "busów" (dla rozróżnienia od Kierowców ciężarówek nazwijmy ich "Nietoperzami", bo często wykonują przewozy nocą, odpoczywając na światłach) muszą wypisywać tzw. "tachobuch", czyli na odpowiedniej kartce wpisywać swoją aktywność - pracę, jazdę oraz odpoczynek. Niby nic wielkiego, ale taka książka obowiązuje tylko w Niemczech. W pozostałych krajach nie potrzeba jej wypełniać (czyli de facto trzymać się czasu pracy), ale ponieważ kierowca zawodowy musi mieć udokumentowane ostatnich 28 dni swojej pracy - wystarczy zapomnieć o jednym z takich dni i kierowca jest narażony na zapłatę kary. Nawet, jak przebywało się w tym czasie gdzieś w Chorwacji. Ma być wypełniona karta, a jeżeli kontrolujący uzna, że została wypełniona nieprawidłowo (np, ktoś wpisze, że w kraju innym niż Niemcy odpoczywał, a tego dnia będzie miał CMR (dokument transportowy) z załadunku bądź rozładunku, kontrolujący może to zakwestionować.

Dalej, na podobny pomysł wpadli ostatnio we Francji i tam należy wypełniać podobny dokument (wzór zdecydowanie inny, zasada taka sama). Także Nietoperze mają kolejny dokument do wożenia i pamiętania o nim.

Żeby nie wchodzić w szczegóły czasu pracy i kwestii weekendowych odpoczynków, to zaznaczę tylko, że we wszystkich krajach "starej Unii" odbieranie pauzy tygodniowej (regularnej, 45 godzin) jest zabronione, o ile odbierana jest ona w pojeździe. Aby "legalnie" odebrać taką pauzę należy pójść do hotelu i okazać w przypadku ewentualnej kontroli dokument w postaci paragonu, rachunku czy faktury za nocleg. Można powiedzieć: "w końcu Unia Europejska pomyślała o kierowcach "TIRów" i nie będą oni koczować na parkingach". Nic bardziej mylnego.

W Europie nie ma infrastruktury hotelowej na odbiór takiego odpoczynku (czytaj - nie można podjechać pełnowymiarową ciężarówką pod hotel), a żeby się do takiego hotelu dostać, trzeba zostawić samochód na (niestrzeżonym w wielu wypadkach) parkingu.

Jest więc to nic innego jak urzędowy sposób na "wygonienie" firm transportowych ze swojego terenu, aby ten Kierowca mógł odebrać taki odpoczynek.

Na kolejny głupi sposób wpadli we Francji, mianowicie, Nietoperze nie mogą odbierać w swoim pojeździe nawet odpoczynków dobowych. Według tamtego prawa Nietoperz ma podjechać pod hotel i w nim spędzić noc. Homologowane do wypoczynku miejsca do spania we Francji są już niewystarczające. Takich absurdów jest znacznie więcej i co chwilę słychać o kolejnych głupich pomysłach na to, aby "utrudnić firmom z "nowej Unii" prowadzenie działalności w ramach "wspólnego rynku".

Może ktoś powiedzieć: "to tylko kilka rozsypujących się ciężarówek spod Łukowa" czy też "ale to dotyczy kilkudziesięciu firm przewożących busami". I tu jest człowiek w błędzie, ponieważ, jak donosi Eurostat

w 2018 r. polskie firmy przewiozły blisko 270 mln ton ładunków, co stanowiło 23 proc. ładunków unijnego transportu drogowego .  Wielkość przewozów drogowych rosła nieprzerwanie od przystąpienia Polski do UE do 2017 r. W tym czasie masa ładunków przewożonych przez polskie firmy zwiększyła się ponad sześciokrotnie. Od 2006 roku praca przewozowa mierzona w tonokilometrach wykonana przez polskie firmy transportowe w przewozach międzynarodowych jest większa w porównaniu z przewozami krajowymi. W 2018 r. na przewozy międzynarodowe przypadało 64 proc. pracy przewozowej polskich firm. (Eurostat – Road freight transport measurement)

Czyli, firmy z Polski w roku 2018 wykonały 1/4 wszystkich przewozów na terenie Unii Europejskiej. A jak czytamy w pierwszym lepszym wyniku Google pod hasłem "Jaki procent rynku transportowego należy do Polski" pod linkiem z trans.info czytamy:

(...)Jeśli chodzi o transportem samochodowy, to w 2017 r. przewieziono 1747,2 mln ton ładunków

Jeżeli spojrzymy w drugą stronę, to większość handlu w Polsce należy do dużych sieci handlowych. Tylko niecałe 7 tys. placówek z ponad 67 tys. sklepów spożywczych ma polski kapitał. Jak czytamy w artykule z 2015 roku na money.pl (skąd pochodzi poniższa grafika)

 

Obroty sieci handlowych w 2015 roku

Sama Biedronka, która należy do portugalskiej spółki Jeronimo Martins, to dziś ponad 15 proc. całych polskich zakupów spożywczych.

Z jednej strony, gdy mówimy o kilku dużych graczach z Europy - Jeronimo Martins, Lidl, Kaufland, Tesco, Makro, Carrefour, Auchan - penetracja rynku w ich wykonaniu jest czymś, co przybliża nas do Europy i to jest OK. Ale gdy tysiące polskich firm transportowych przejmuje rynki na zachodzie (dodam, rynki transportowe, ponieważ cała logistyka jest w rękach lokalnych graczy, a nasze firmy wykonują tylko sam przewóz praktycznie po kosztach) - to już jest zagrożenie dla tamtejszych gospodarek.

I - jako narodowiec - wcale się nie dziwię Ministrom z krajów "starej Unii", że chcą chronić swoje firmy i swój rynek. Dziwię się mądralom w Warszawie, którzy od 30 lat pozwalają na wypompowywanie z Polski żywej gotówki, przy okazji pomagając w dorżnięciu swojego rynku. Bo nie jest to bez znaczenia, że w marketach znanych zachodnich sieci nie znajdziesz pietruszki czy ziemniaka z Polski. Za to znajdziesz ze wszystkich krajów "starej Unii" w cenie, o której przeciętny polski producent płodów rolnych może jedynie pomarzyć.

Znam trochę rynek chłodniczy w Europie. I myślisz, że jeżeli kupujesz w sklepie kiełbasę z polskiej firmy zajmującej się przetworem mięsa (i produkcją wędlin), to w paczce, która jest opisana jako "wyprodukowana w Polsce" znajdziesz polską świnkę, która widziała polskie niebo? Nie, Polak nie może sprzedać żywca (albo dostaje cenę tak niską, że najtaniej byłoby wypuścić wszystkie prosiaki w las), a codziennie pod przetwórnie podstawiają się tysiące chłodni z półproduktem (ciekawe, czy zgadniesz) z krajów "Starej Unii". I to nie dlatego, że nasze jest gorsze. Ale dlatego, że firma która wytwarza produkty dla "wiodących marketów" ma wyraźnie napisane, skąd mają być półprodukty.

Ostatnio wracając do Polski zdziwiłem się, że widzę tyle cystern z mlekiem na niemieckich numerach. Myślę sobie: "Ot, Niemiaszki jadą do nas po zdrowe mleko", aż w końcu zobaczyłem na drugiej stronie "autostrady A4" (bo nazywanie tego autostradą z prawdziwego zdarzenia jest błędem) Zgorzelec-Wrocław cysternę z podniesioną osią (a więc pustą). Te, które jechały do nas miały osie w dole; wiec mleko które pijesz we Wrocławiu nie jest dobre. Jest "Sehr Gut".

I takich patologii można by mnożyć i wymieniać w nieskończoność. Dziwię się, że zamiast opodatkować zagraniczne sklepy i/lub utrudnić im dalsze drenowanie naszej gospodarki Ministrowie nie robią nic, by poprawić byt Polskiego Chłopa. W Anglii w której obecnie mieszkam nie znajdę żadnego produktu spoza Wysp, który tutaj jest uprawiany. Ziemniak, marchew, mięso, wszystko (a jak nie wszystko to lwia część) zostało wyprodukowane i wyhodowane na Wyspach. Podobnie w Niemczech - nie znalazłem "kartofla", który by pochodził z Maroka, Indonezji czy chociażby Polski.

Już niedługo Biedronka będzie (o ile już nie jest) największym pracodawcą prywatnym w Rzeczypospolitej. I to pewnie też będzie/jest zasługa Rządzących przez ostatnich 30 lat, że "udało się pozyskać zagraniczny kapitał". Jeżeli to jest dla Ciebie powód do radości, to pojedź na wieś. Nawet na wiosce na której mieszkali moi Dziadkowie w sklepie można kupić jaja i ser. Jeszcze 20 lat temu ten sam sklep był otwarty kilka godzin dziennie i sprzedawał środki ochrony roślin, gumowe buty i trzonki do wideł. Oraz alkohol w kilku wariantach. Dziś pracuje na dwie zmiany, aby mieszkańcy wsi z głodu nie pomarli. Chłop, który kiedyś po marchewkę czy ziemniaki szedł do piwnicy albo wymieniał worek za pół litra u sąsiada idzie po to do sklepu. To jest patologia. Codziennie rano przez wieś przejeżdżał wóż, który zbierał bańki z mlekiem. Po 20 latach na wsi nie ma ani jednej krowy. Jedynie w kilku gospodarstwach ktoś "odważy się" hodować kury. A zasiewy pół ludzie robią z przyzwyczajenia. Serio. "Bo to grzech, żeby pole odłogiem leżało".

To tyle, tego dosyć pesymistycznego marudzenia w czwartkowe popołudnie.

Bądźcie zdrowi, i zamiast do sklepu po kilo ziemniaków na obiad pojedź na wieś do Chłopa i kup dwa worki. Ty zaoszczędzisz sporo, a On zarobi cokolwiek.