www.Rejtan.EU

Od kilku lat jestem zawodowym. To, co się dzieje w transporcie zawsze mnie interesowało, natomiast 19 grudnia 2016 roku przeżyłem szok. Jeden z Polskich Zawodowych Kierowców, Łukasz Urban zginął jako pierwsza ofiara zamachowca w Niemczech. Tunezyjczyk Anis Amri porwał wjechał ciężarówką w tłum ludzi na Breitscheidplatz w Berlinie. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Łukasz zginął, bo firma do której wiózł towar odmówiła przyjęcia i musiał On gdzieś spędzić noc, gdyż usłyszał sakramentalne niemieckie "Warten, Morgen" (czekaj, jutro).

Śledztwo zostało przeprowadzone przez Niemców na przysłowiowe "odpi*rdol", włącznie z wypuszczeniem wspólnika zamachowcy - Ben Ammara, żeby przypadkiem nie wyszło na jaw, że ten radykalny w swoich poglądach Marokańczyk pomagał uzależnionemu od twardych narkotyków Amri'owi. A miał również na swoim "koncie" kilka innych "wybryków". Widok z lotu ptaka, 18.12.2016, Berlin

Polskie MSZ i Ambasada w Berlinie nabrały przez chwile wody w usta. Pierwszy do nich próbował się dodzwonić właściciel firmy Pan Ariel, który rozpoznał swój ciągnik. Później bezskutecznie "próbowali się dodzwonić" (mi wtedy zajęło kilka minut ustalić wszystkie telefony firmowe, bo po prostu były na stronie WWW). Później padały informacje, że "śledczy z Berlina nic im nie przekazali". Albo pracownicy nie znali języka, albo nie mieli sieciówki na berlińskie autobusy. Przecież władze dyplomatyczne każdego cywilizowanego kraju wysyłają w takim momencie na miejsce swoich przedstawicieli, aby pilnowali lokalnych służb, do których należy - jako pierwszych - przeprowadzenie śledztwa. Jedyne co im (MSZ i Ambasada) wychodziło, to wydawanie oświadczeń w których zapewniali, że są, pracują. Ale z informacji przekazanych z drugiej strony nie wygląda już to tak różowo.

Odbyła się zbiórka funduszy dla Rodziny ś+p Łukasza, z całej Europy napływały kondolencje. Czy coś się zmieniło od tego czasu w kwestii naszej pracy?

Niemcy od tamtego czasu nie zrobili nic, ani w swojej mentalności ani w kwestii zapewnienia Kierowcom bezpiecznych miejsc do odbywania odpoczynków. Cały czas słyszymy o tym, że gdzieś na parkingu napadnięty został kierowca samochodu z Wschodniej Europy. Znalezienie miejsca parkingowego w wielu okolicach graniczy z cudem (sam tego doświadczałem jeżdżąc zarówno busem 3,5t, samochodem ciężarowym bez przyczepy czy też ciągnikiem z naczepą). Żeby nie było tak cudownie, podobna sytuacja jest w wielu innych krajach Europy.

Sam, podróżując po Europie w kierunku Wysp Brytyjskich muszę przejechać przez Niemcy i często zatrzymuje się na tamtejszych parkingach aby trochę się zdrzemnąć przed dalszą jazdą (z domu do mojego miejsca w UK mam ponad 2.200 km lądem) Nowych miejsc nie powstało na tyle dużo aby zapewnić bezpieczny odpoczynek, a obecnie istniejące nie są wcale rozbudowywane o nowe miejsca postojowe. Ba, kilka razy miałem taką sytuację, że będąc już na początku zmęczenia (nigdy nie jeżdżę do oporu, lepiej być 15 minut później niż 40 lat za wcześnie) zjeżdżałem na parking i nie było miejsca do zaparkowania samochodu osobowego (niepisana zasada, że po 20 w Niemczech, wszystko jest parkingiem dla ciężarówek)

Kierowcy Ciężarówek nadal są traktowani jak zło konieczne, cały czas nakładane na nas są nowe ograniczenia i wprowadzane nowe kontrolujące mechanizmy, oraz zwiększana jest lista rzeczy za które możemy otrzymać mandat; przy jednoczesnej stagnacji w zapleczu sanitarno-technicznym. Coraz mniej opłaca się zarówno prowadzić firmę transportową jak i wykonywać pracę Kierowcy. Niskie stawki frachtów, podnoszone opłaty za drogi, pozwolenia, homologacje. Trochę o tym pisałem w artykule "Program Partii..."

Mówi się, że my cały czas jesteśmy jedną nogą w grobie, drugą w więzieniu. Narażeni nie tylko na kolizje, ale również na ataki złodziei ładunków, paliwa czy jak się okazuje (i jak to jest opisywane w zachodniej prasie) "incydenty". Każda kolizja z udziałem samochodu ciężarowego jest traktowana w większości krajów jako "katastrofa w ruchu lądowym" i w ten sposób rozpatrywana. Podczas kontroli możemy otrzymać mandat za ewentualne wykroczenia popełnione w przeciągu ostatnich 28 dni. Od prędkości, którą rejestruje tachograf w aucie, po aktywność zapisaną na naszych kartach. Ile razy jeżdżąc po Europie zdarzało mi się opisywać wydruki z przekroczonym czasem pracy/jazdy, bo nie mogłem na kilku kolejnych parkingach znaleźć miejsca do odebrania odpoczynku. Mnóstwo. Zasada wśród Kierowców jeżdżących po Europie jest taka: "Jeżeli jest już po 17, a Ty rozpoczynasz ósmą godzinę jazdy, to zjeżdżasz na każdy parking i próbujesz znaleźć miejsce do spania. Jak znajdziesz - to niezależnie od tego, ile czasu jazdy Ci zostało - stajesz na nocleg". W przeciwnym wypadku może okazać się, że na następnych - nie znajdziesz miejsca. Trochę inaczej mam w UK - tu w wielu przypadkach wiem, co będzie za rogiem, zakrętem, ale Wielka Brytania jest mniejsza od Polski, a moja firma jeździ w większości dla stałych Klientów. A ja mam dodatkowo w swoim GPS postawione "pinezki" nie tylko w miejscach rozładunku, ale od dłuższego czasy umieszczam tam parkingi czy też miejsca na strefach przemysłowych gdzie można stanąć.

Kolejną sprawą jest mentalność magazynierów w firmach. Jeżeli spóźnisz się na rozładunek choćby pięć minut, możesz czekać w gotowości nawet i do jutra. Nieważne, że na bramie byłeś chwilę przed czasem i musiałeś wytłumaczyć Portierowi kto ty jesteś i po co tu wjechałeś. W biurze jesteś minutę po i "Warten, Morgen". Jeżeli przyjedziesz za wcześnie (zdarzały mi się i takie przypadki, że), nie możesz poczekać na ich placu czy parkingu przed firmą, a musisz szukać miejsca gdzieś w okolicznych uliczkach, bez dostępu do sanitariatów, prysznica, etc. Albo czekasz w kolejce po kilka godzin, bo akurat w firmie byli na tyle inteligentni inaczej, że kilkanaście dostaw umówili na jedną i tą samą godzinę.

Nie inaczej jest w UK, chociaż w przypadku mojej firmy, mój dzień planowany jest z uwzględnieniem czasu na rozładunek, dojazd czy pauzy wynikające z czasu pracy Kierowcy. I często jest tak, że po rozładunku gdzieś w miejscu, do którego regularnie nie jeździmy dostaję informację, aby jechać w danym kierunku i poczekać na jakimś parkingu na dalsze instrukcje. W przypadku Kierowców "na kontynencie" on ma już pobrane ładunki na tydzień do przodu, praktycznie bez możliwości jakichkolwiek wtop. Opóźnienie w poniedziałek może skutkować tym, że spędzisz weekend na parkingu, zamiast w domu.

Co zatem należałoby zrobić?

  1. Uruchomić większą liczbę parkingów (nawet prywatnych i płatnych) z kamerami, ogrodzeniem i infrastrukturą zapewniającą godziwy wypoczynek Kierowcom
  2. Ujednolicić przepisy dotyczące "handlu ładunkami" w całej Europie.
    1. Skrócić termin płatności do 7 dni po otrzymaniu dokumentów przewozowych.
  3. Ujednolicić standard załadunku i rozładunku na firmach (rampa).
  4. Miejsca odpoczynku, rozładunku i załadunku z pełnym zapleczem sanitarnym dla Kierowcy.
  5. Zakaz rozładunku i załadunku wykonywanego przez Kierowcę.

Ad1.
Parking, na który wjeżdża się i wyjeżdża po okazaniu kwitu parkingowego. Takie rozwiązanie funkcjonuje w UK na większości prywatnych parkingów. Wjeżdżasz, kamera skanuje Twój numer. Masz jakiś czas parkingu bezpłatnego (np, tak jak to jest w UK - 2h) za które nie płacisz. Dostęp do prysznica, restauracji czy stacji benzynowej. Wyjeżdżasz - wkładasz bilet do czytnika i szlaban się otwiera. Jeżeli stałeś dłużej niż "bezpłatny czas" - wówczas uiszczasz ustaloną opłatę i jedziesz dalej. Gdy coś się stanie, wówczas zarządca takiego parkingu ma dokładny spis samochodów które wjechały i wyjechały w danym czasie.

Ad2.
Aby otworzyć spedycję i handlować ładunkami nie potrzeba mieć ani jednego samochodu. A wystarczyłby zapis, że dana firma może sprzedać maksymalnie 50% ładunków. Dziś ładunki są "przepisywane". Wystarczy, że posiadasz laptop, drukarkę/skaner, telefon i dostęp do internetu oraz giełd. Nie ma interakcji między załadowcą a przewoźnikiem, załadowca nie płaci przewoźnikowi, a swojej spedycji. Ta sprzedaje kilku takim "jednoosobowym spedytorom". Pierwsza spedycja otrzymuje (przyjmijmy) 1.50€/km, "spedytorzy" przepisując dalej "potrącają" sobie po 10-20¢/km a ostatecznie firma transportowa, która de facto wykonuje dany transport wiezie to po 0.90€. Jeżeli trasa wynosi 1000 km, taki "spedytor" ma do 200€ bez żadnego wkładu. Dodatkowo, Przewoźnik wynagrodzenie otrzymuje w przeciągu (standardowo) 60 dni, więc tak naprawdę 2 miesiące czeka na swoje ciężko zarobione pieniądze. A w tym czasie musi wykonywać dalsze zlecenia, płacić opłaty za paliwo, drogi, pozwolenia etc. Kiedyś firma dla której pracowałem podjęła ładunek z centralnej Polski na zachód Niemiec. Ponad 800 km. Dostałem od Spedytora mojego pełny plik zlecenia, włącznie z firmą od której to kupiliśmy oraz z wartością. W międzyczasie zadzwonił mój dobry Kolega z zapytaniem: "Co tam u Ciebie". Powiedziałem, że jadę tu i tu, a mam jechać tam i tam. Okazało się, że polował na ten sam ładunek. Zadzwonił do firmy od której miał to kupić (a która to sprzedawała) i okazało się, że On próbował wytargować od polskiej spedycji (która zajmuje się firmą w której miałem ładować) kilka euro więcej, niż ci proponowali, ci sprzedali to Litwinom w cenie jaka była wystawiona na giełdzie, a ja miałem pojechać w cenie o 150€ niższej niż było pierwotnie wystawione. Czyli za sam fakt przepisania zlecenia i znalezienia "jelenia" firma "przytuliła" 150€.© fotoblog.pl

Ad3.
Wyobraź sobie, że masz załadowane lodówki na całym aucie, takie zwykłe, domowe. Ładują Ci to "od tyłu" czyli przez tylne drzwi, z rampy. Ponieważ lodówki są zabezpieczone na czas transportu przez Producenta, Twoja naczepa wyposażona jest w boczne listwy (jak na zdjęciu z prawej) oraz plandekę z odpowiednim standardem zabezpieczenia ładunku, zakładasz tylko poprzeczne listwy na spinające koniec ładunku i zapobiegające temu, aby ostatni rząd się przewrócił i jedziesz na miejsce rozładunku. Dojeżdżasz szczęśliwy, a tam się okazuje, że to hurtownia AGD/RTV gdzieś na końcu świata, rampy nie ma, a rozładunek tylko i wyłącznie z poziomu ziemi, widlakiem, a a by to zrobić musisz otworzyć oba boki, ponieważ firma nie ma na tyle długich wideł w swoim widlaku, aby otworzyć tylko jedną stronę. Musisz więc rozpiąć naczepę, otworzyć boki, ściągnąć listwy, a później po rozładunku wszystko od nowa poskładać. Plus, dodatkowo musisz odpiąć i zapiąć na nowo linkę celną. W promocji można dodać, że akurat jest deszcz, lub z nieba leje się żar 40°C, lub na zewnątrz jest mróz -10°C i plandeka jest sztywna jak arkusz blachy. Stracisz na takim rozładunku nawet i 4 godziny, ponieważ wszystko zajmuje czas. A ładowali Cię tylko godzinkę. Aha, i Ty masz być wypoczęty i z uśmiechem na ustach pojechać na następny ładunek, mimo tego, że dziś już jechałeś 7h (a więc pracowałeś minimum 8h, bo po 4.5h jazdy musiałeś mieć przerwę 45 minut), dojazdu do następnego załadunku masz godzinę, Ty jesteś przemoczony/spocony/zziębnięty i jedyne o czym marzysz, to dalsza jazda. Przy czym, wykorzystałeś wszystkie "wydłużone okresy pracy" i w ciągu godziny musisz rozpocząć swoją dobową pauzę, a z tego co widziałeś na mapach/znasz z doświadczenia - to najbliższy parking w którym będziesz mógł bezpiecznie spędzić noc znajduje się 40 km dalej. Tylko, musisz przejechać przez dwa miasteczka i pokonać kilkanaście rond i 10 skrzyżowań ze światłami. Więc z dwojga złego wybierasz jakiś wolny plac na strefie przemysłowej obok. "Wszak to tylko na jedną noc". A 10 minut po Twoim wyjeździe zamykają firmę, więc zostajesz sam na sam ze swoimi potrzebami.

Ad4.
W nawiązaniu do punktu #3, idealną sytuację mamy wtedy, gdy podjeżdżamy pod rampę, ładują nam co tam trzeba (np. te lodówki) a my mamy informację podaną w biurze, że "zwykle zajmuje im to godzinę". Wówczas wiesz, że możesz położyć się na łóżku, przygotować sobie jedzenie i spokojnie zjeść bądź skorzystać z firmowego zaplecza, aby odświeżyć się pod prysznicem. Możesz też legalnie odebrać przerwę, ponieważ wiesz, ile ten załadunek czy rozładunek zajmie Wówczas, w dalszej drodze nie będziesz szukał miejsca (i tracił czasu na to), zarówno na odebranie przerwy ale również na wzięcie prysznica, aby wyglądać i czuć się jak człowiek. Niestety w wielu sytuacjach mamy (my, Kierowcy) sytuację taką, że prysznic ale zamknięty, a sanitariaty są w stanie opłakanym, ponieważ nikt tam nie sprząta. Ba, miałem nawet taką przygodę we Włoszech gdy pracowałem na linii z przesyłkami, że były dwa rodzaje toalet. Jedna opisana, że "tylko dla Włochów", a druga "dla wszystkich Kierowców". Zapytałem się w biurze, dlaczego taka różnica. Okazało się, że "włoska" miała na wyposażeniu bidet, z którego kierowcy "europejscy" nie potrafili do końca korzystać. Jednak, gdy powiedziałem, że wiem jak tego użyć, z uśmiechem na ustach dostałem "pozwolenie". Idealne rozwiązanie jest w Austrii, gdzie każdy punkt sanitarny na parkingu dla ciężarówek wyposażony jest w prysznic. Stajesz na dobową/weekendową pauzę i zanim pójdziesz spać, możesz się odświeżyć. Jest to też standard na nowych parkingach (tzw. MOP'ach) w Polsce, i to cieszy.

Ad5.
Ostatni punkt jest zmorą tych, którzy wykonują dostawy do (głównie niemieckich) sieci marketów w całej Europie, takich jak Lidl, Aldi.Lidl /Exeter Tam, "przyjęło się", że to Kierowca rozładowuje to, co przywiezie i ustawia wszystko w rządku, aby później pracownicy magazynu przetransportowali je dalej, a następnie operatorzy wózków wysokiego składowania umieścili przywieziony przez Ciebie towar na regałach. Teoretycznie, wszystko jest zgodnie z "prawem" i nawet "ludzkie" - ty, jako Kierowca masz do wyboru wózek elektryczny lub ręczny, jeżeli np. przywiozłeś lekki ładunek i nie bardzo wiesz jak operować możesz użyć tego który Ci bardziej pasuje. Ale, na litość, co jeszcze mamy robić, aby nasi odbiorcy "cięli koszty"?  Fakt, oczekiwanie na rampę (przynajmniej w UK) trwa chwilę, ramp jest dużo, zawsze jest jakaś wolna. Ale czy o to chodzi? Osobiście nienawidzę tych dostaw, choć zwykle wożę tam papier toaletowy, a rozładunek trwa krócej niż 40 minut. Ale, zwłaszcza "w tych trudnych czasach" (jak ja nienawidzę tego zwrotu), w wielu marketach Kierowcy mają wydzieloną osobną toaletę. Aby się do niej dostać, trzeba wyjść z terenu hali, przejść na koniec budynku (nawet kilkaset metrów), aby jak człowiek załatwić swoje potrzeby. Również zdarza się, że "procedury w firmie wymagają", aby to kierowca ustawiał towar na naczepie. I choć załadunek odbywać się może z poziomu podłogi, widlakiem, to załadunek realizowany jest w taki sposób, że na koniec naczepy widlak ustawia paletę, a następnie Kierowca przesuwa ją widlakiem i przygotowuje do jazdy. Jeżeli przyjmiemy, że w przeciętnej naczepie mieści się 26 palet "euro" to łatwo można wywnioskować ile taki załadunek może trwać. I choć w tym przypadku jest o tyle prościej, że nie kapie nam na głowę i nie trzeba walczyć z plandeką.

Jednak, trzeba powiedzieć jasno. Praca Kierowcy Zawodowego nie jest aż tak różowa, jak się wielu wydaję, a rekompensata finansowa nie zawsze jest adekwatna do podejmowanego trudu.