www.Rejtan.EU

Dziś na swoim facebooku napisałem:

Ile jeszcze przedsiębiorcy są w stanie wytrzymać. Cześć już jest na skraju bankructwa, druga część bierze kolejne kredyty myśląc, że pozwoli to utrzymać budowane przez lata biznesy. Niektórzy podejmują (lub podjęcie zapowiadają) nierówną walkę z aparatem opr... Państwa. Część już przegrała i odebrała sobie życie zostawiając najbliższych ze swoimi problemami.
Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby referendum na temat tego, w którym kierunku Państwo powinno pójść. Całkowitego zamknięcia dopóki ktoś nie powie, że (jakiś tam) cel został osiągnięty. Czy drogą otwarcia, wzorem Szwecji. Bez codziennego szału w mediach: zmarło/zachorowało/wyzdrowiało/zaszczepiło się.
Szkoda, że nikt do dziś nie podał ile firm zamknęło/zawiesiło działalność i porównał tych danych z latami ubiegłymi.

Na szybko zrobiłem grafikę z jednym z ulubionych bohaterów kreskówek - Lordem Farquadem. I tak, jak kilkanaście lat temu mam zamiar zrobić tymi słowami to, co kiedyś. Czyli (w przenośni, żeby żaden debil nie pomyślał, że będę napierdzielał go po łbie) pięciokilowy młotek i uderzyć Was w potylicę. Jeżeli ostatnie żywe komórki mózgu działają, to nastąpi jakiś przekaz myśli i zdrowe myślenie powróci pod czuprynę/łysinę, albo pęknie nitka, która trzyma uszy i te odpadną.

Czytam o przedsiębiorcach czy restauratorach którzy otwierają swoje biznesy. Czytam o branży fitness, która chce się na nowo otworzyć na nowo. Góralach, którzy zapowiadają "Veto", bo przed oczami mają perspektywę zawodów w skokach i tysiącach dutków które mogą przelecieć im przed nosem.

Rozumiem również tych z Was, którzy boją się, aby ewentualne kary nie dobiły Waszych i tak nadszarpniętych budżetów. Kalkulujecie każdy ruch, ale to już najwyższy czas na to, aby powiedzieć dość. Bo dostaniecie mandat, grzywnę czy jak to się nie będzie nazywało. Odwołacie się do Sądu, ten rozpatrzy sprawę za pół roku. I być może nawet przyzna Wam rację, ale wtedy komornik już dawno spienięży dorobek Waszego życia, czasami kilku pokoleń.

Dlatego jest prostszy i bezpieczniejszy sposób na to, aby przywrócić w Polsce chociażby pozory normalności. Tym sposobem jest referendum. A w nim pytanie o najbliższą przyszłość. Skoro to w Polsce Suwerenem jest Naród, niech Naród zażąda od swoich Przedstawicieli pójścia w najlepszy z możliwych sposobów demokracji, czyli właśnie referendum.

Wierzę, że zbierze się wymaganą ilość podpisów i coś tak czuję, że nawet gdy Sejm będzie stosował ustawowe terminy na wszystko - termin przeprowadzenia referendum będzie szybszy, niż zapowiadane przez Rząd "plany wyjścia z kryzysu", "etapy odpowiedzialności" czy inne tematy zastępcze.

Jeżeli partia/koalicja, która aktualnie sprawuje władzę doprowadzi do referendum, znaczy się, że w Polsce mamy jeszcze jakąś tam demokrację. Jeżeli głos Obywateli zostanie zamieciony pod dywan, albo bezczelnie spuszczony do śmietnika - wówczas trzeba się zastanowić, czy w Polsce mamy jeszcze demokrację, czy jest to już #DemokracjaTotalitarna.

Niech Polacy spokojnie zdobywają odporność, wzmacniają swój organizm, dzieciaki zamiast siedzieć przed e-lekcjami niech pójdą do szkoły. Restauratorzy niech zaczną serwować nam zdrowe jedzenie. Hotele niech znowu otworzą swoje pokoje dla tych, którzy potrzebują przespać się poza domem. Krowy niech dają bielsze mleko a niebo niech będzie bardziej niebieskie. Gabinety masażu niech rozmasują nasze zastałe mięśnie. Aktorzy niech pójdą do Teatru grać dla nas, a nie ustawiać się w kolejki do punktów szczepień. Niech w Filharmoniach zabrzmi muzyka klasyczna. A w kościołach gromki śpiew ludu.

I na koniec, do tych wszystkich, którzy stwierdzą, że gówno wiem i w dupie byłem. I jako Emigrant nie mogę się wypowiadać. Mały prolog.

Skoro Państwo Polskie, ustami i rękami swoich przedstawicieli wyciąga ręce po moje zarobione na emigracji (olbrzymim kosztem i wieloma wyrzeczeniami) pieniądze, to mam prawo, a nawet obowiązek wypowiadać się na temat tego, co się w Polsce dzieje. To jest aspekt numer jeden. Aspekt numer dwa: jestem osobą, która w czasie "pierwszej fali" bez większych obaw jeździła do osławionej Italii, jako kierowca zawodowy. W telewizji pokazywali trupy i przepełnione szpitale, a ja przez półtorej miesiąca nie widziałem żadnej karetki na sygnale. A przebywałem w "epicentrum pandemii". Więc teoretycznie zasnąć na parkingu w miasteczku bym nie mógł, bo co chwila ktoś by na sygnale jechał. I na koniec aspekt numer trzy. Gdy Polska była pod zaborami, to właśnie z Emigracji płynęły do nas słowa otuchy i muzyka podnosząca nas na duchu. I choć żadnym tam Mickiewiczem, Słowackim czy innym Chopinem nigdy nie byłem i pewnie nie zostanę, bliska mi jest idea, która wtedy Im przyświecała. Oni chcieli podnieść na duchu swoich Rodaków, ja tylko chcę obudzić w Nas/Was ostatnie resztki godności i pokazać Nam/Wam, że może być normalnie. I na koniec powtórzę: nie mówię, że "Covid nie istnieje", ani, że "jest to zwykła grypa". Ale uważam, że środki stosowane przez Rząd są niewspółmierne do zagrożenia.