www.Rejtan.EU

Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, czyli katalizator popularności i (być może) gwóźdź do politycznej trumny ruchu skupionego wokół Pawła Kukiza. No właśnie. Ale co to niesie?

Przed nami referendum w sprawie m.in. JOW.  Uważam to referendum za szkodliwe i niepotrzebne. Pytania są błędne, pieniądze na nie wydane - ogromne. Ale do rzeczy.

JOW.

Załóżmy, że od 14 lat pracuję w jednej z łęczyńskich parafii (w której pracowałem w latach 2001-2002). Prowadzę chór, z którym jeżdżę po kraju. Jestem rozpoznawalny w całym powiecie. Jest jednomandatowa ordynacja i moja partia macierzysta proponuje mi start w moim rodzinnym okręgu. Organistów w miasteczku jest troje, jest to największe miasto w powiecie. W powiecie - jest nas raptem 10, może 12. Więc - chcąc - nie chcąc - muszę być rozpoznawalny z uwagi na swój zawód. Powiat - z racji swojej wielkości - stanowi jeden JOW (co prawda powiat liczy jedynie 57.000 więc dołączają jedną z gmin, z powiatu świdnickiego). Koledzy z Ruchu Narodowego pomagają przy kampanii, ponieważ w naszym odczuciu jest to "mandatowy" okręg. Kandydat znany, aktywny, działający na rzecz społeczności lokalnej, powiat prawicowy.

Wszystko jest dobrze do czasu, gdy jedna z partii rządzących nie postanawia właśnie z Łęcznej zdobyć swojego mandatu. Ot, powiedzmy że miłością do Grodu Dzika zapałała Marta Kaczyńska lub syn jednego z prominentów PO używający pseudonimu "Józef Bąk". Dwa razy przyjeżdża do Łęcznej, za pieniądze partyjne robią festyn, porozdają kilka ulotek, trzy wywiady w regionalnych mediach, oblepi wszystkie billboardy w powiecie. I niestety cały trud kampanii psu pod ogon. I cały zamysł JOW'ów - również. A to dlatego, że nikt nie wprowadził (zapomniał?) zapisu zakazującego startowanie osób nie związanych z danym terenem, chociażby przez fakt zamieszkania.

Dlatego lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie innych zasad przy wyborze Posłów. Pisałem o tym już w maju (link) - zmniejszenie list partyjnych i wprowadzenie zasady - wchodzi X najlepszych. Przy czym X oznacza ilość mandatów w danym okręgu.

I tutaj - jeżeli dodatkowo zniesiemy próg wyborczy (w artykule majowym pisałem o zmniejszeniu do 1%) to większe szanse na mandat mają ludzie działający lokalnie. Mogę powiedzieć, że większe niż w przypadku JOW (casus Marty czy "Józefa"). Wtedy, nawet nie będąc członkiem żadnej partii politycznej, jako człowiek aktywny w moim regionie, "wygrywam swój powiat", a mając rodzinę rozsianą również w innych powiatach - mogę spokojnie liczyć na dopełnienie głosów, aby zmieścić się w X kandydatach, którzy przechodzą dalej.

Wtedy każdy ma takie same szanse na wejście do Sejmu, wszystko zależy od programu i samego człowieka.

Jenak miało być nie tylko o JOW'ach, ale i jesiennym referendum, ale pytanie tak postawione (dające mnóstwo pola do manipulacji) nie są w żaden sposób zamknięte. To tak jakbym zapytał: "Czy chciałby mieć Pan/Pani czarnego". I nie wiadomo, czy chodzi o kochanka, pomocnika, kucharza, konia wyścigowego czy Bentley'a w garażu. Podobnie jest z finansowaniem partii politycznych. Pytają, czy jestem za zmianą, ale nie mówią: w górę, w dół czy w ogóle. Jedynie, jeżeli nie chcemy dawać pola do popisu nowemu Rządowi - należałoby albo zadać takie pytanie na początku kadencji Sejmu (czyli ze 3 lata temu), albo pytania do Referendum do ułożenia zostawić nowemu Parlamentowi. Wówczas miałoby to ręce i nogi. Więc, jak mawia społeczność internetowa - jest to dobry #trolling w wykonaniu byłego już Prezydenta.

Jeżeli chodzi o JOW'y - powinny być również podane granice poszczególnych JOW'ów oraz wstępny zarys zasad jakie zostaną postawione Posłom do konstrukcji prawa. Pomijam tu sprzeczność pytania z Konstytucją. Wtedy wiem, że nie głaszczę kota pod włos. A jeżeli nie wiesz, czym to się może skończyć - spróbuj.